Dziwne przypadki z życia sprzedawcy!

Jak niektórzy z Was wiedzą obecnie jestem na urlopie rodzicielskim, niestety już niedługo się kończy i muszę wrócić do pracy. A może to i dobrze, tak się trochę odciąć od tego wszystkiego, w końcu  nie tylko dziećmi i domem człowiek żyje… przekonam się już niedługo:) Z racji powrotu do pracy, przypomniało mi się kilka dziwnych sytuacji, których byłam świadkiem jako pracownik sklepu z damską odzieżą, kilka z nich opisałam, jest to namiastka tego co można zobaczyć i przeżyć pracując w takim sklepie. 

1. Spaliłam jej bluzkę.

Do kasy podeszła zdenerwowana/zmartwiona kobieta, jakoś ciężko było określić… ewidentnie czegoś szukała, na moje pytanie: w czym mogę pomóc, kobieta nerwowo  zaczęła mówić coś o garnku, o gotowaniu, że jej córka wraca, a ona chciała zrobić jej niespodziankę, ale zapomniała i bluzka się spaliła i teraz ona szuka takiej samej… No powiem wam szczerze, że na początku nie wiedziałam za bardzo o co jej chodzi, jedyne co mi się udało ustalić, to to, że szuka bluzki dla córki. Ale nie byle jakiej, to musiała być identyczna bluzka, jaką córka już miała, kiedy poprosiłam, żeby Pani opisała tę bluzkę, ona po prostu ją wyciągnęła z torebki…, a raczej to co z bluzki zostało :) Wtedy wszystko stało się jasne! Kobieta chciała zrobić niespodziankę córce i uprać bluzkę, nie wiem czy miała jakieś trudne plamy czy coś, ale kobieta postanowiła bluzkę wygotować, a że o niej zapomniała, to woda wyparowała, a bluzka się spaliła! :) Córka mogłaby być mocno niezadowolona z tego faktu, więc kobieta postanowiła odkupić jej tę bluzkę, zanim ta się zorientuje… niestety bluzka była z poprzedniego sezonu. :) 

2. Mam grzybice.

Pewnego dnia podeszła do mnie młoda dziewczyna i zaczęła wypytywać o konkretną sukienkę, którą mierzyła dzień wcześniej. Po krótkim opisie szybko ją odnalazłam i wskazałam jej. Dziewczyna była jakaś dziwna, zdenerwowana, zaczęła pytać czy jest w jej rozmiarze.. powiedzmy 40, i były takie dwie, wtedy usłyszałam od niej coś dość niecodziennego, tak więc dziewczyna tłumaczyła, że mierzyła wczoraj tą sukienkę, ale nie wie którą, a ona ma na dekolcie grzybicę i ruszyło ją sumienie, więc postanowiła przyjść do nas i powiedzieć nam o tym… obie z koleżanką na zmianie, nie wiedziałyśmy czy dobrze słyszymy, czy z nami jest coś nie tak czy z nią! Jak można wiedząc, że ma się grzybicę, a jest to przecież zaraźliwe, w ogóle coś mierzyć na chore miejsce! Tak czy owak, dziewczyna zaproponowała nam, że weźmie obie te sukienki i je odda do pralni… okej, wyniesienie sukienek przez klientkę, bo chciała je wyprać w ogóle nie wchodziło w grę, po konsultacji z kierownikiem sukienki zostały usunięte ze sklepu, a dziewczynę poprosiłyśmy, aby jednak więcej tak nie robiła i się trochę zastanowiła następnym razem! W sumie to do końca nie wiedziałyśmy czy faktycznie miała tą grzybicę, czy to była tylko taka ściema…

3. Pani mi dziecko potrzyma, a ja to przymierzę…

Do sklepu często przychodzą kobiety z malutkimi dziećmi, a wiecie jak to zazwyczaj jest, albo dziecko słodko śpi i mama może sobie spokojnie pobuszować po całym sklepie, a później sruu do przymierzalni i się mierzy w spokoju, albo tylko, kiedy przekraczacie próg kabiny, dziecko się budzi i w płacz! No więc, niektóre kobiety darują sobie (ja też bym odpuściła), a niektóre biorą dziecię na ręce i wręczają dziewczynie na przymierzalni z tekstem: „Pani mi dziecko potrzyma, a ja to szybko przymierzę. ” I tak, jeżeli nie ma praktycznie nikogo innego na przymierzalni, a Ty jesteś bardzo młoda i nie umiesz odmówić uroczej dzidzi, z ekspedientki stajesz się niańką na czas mierzenia się matki tego słodkiego, płaczącego berbecia…

4. Co masz dziś na sobie.

Znalezione obrazy dla zapytania rozmowa przez telefon w sklepie

źródło

Pracując w sklepie, trzeba codziennie odbierać setki telefonów, klientki dzwonią i pytają o konkretną rzecz, albo do której sklep jest czynny itp., więc dzwoniący telefon to normalka. Niestety tak naprawdę nie wiesz kto może być z drugiej strony linii. Nieraz zdarzyło mi się odebrać, a tam zamiast głosu klientki słychać było jakieś sapanie, ciężki oddech i po chwili magiczne pytanie:” Co masz dziś na sobie?” i dyszy Ci do słuchawki… Oczywiście jakiś miły Pan pomylił numer na sekslinię z numerem na sklep odzieżowy…, albo nie pomylił, tylko mu się nudzi i myśli, że to zabawne, a ja później boję się wyjść z pracy do domu, bo nigdy nie wiadomo czy to przypadkiem nie jakiś nawiedzony zboczeniec! :/

 

5. Znalazła Pani moją torebkę.

Klientki w pośpiechu często zapominają zabrać z przymierzalni swoich rzeczy, albo torebki, albo telefonu, albo już zrobionych wcześniej zakupów, jest to bardzo częste  i normalne zjawisko.Więc my takie znalezione rzeczy chowamy w szufladzie przy kasie i w razie jakby ktoś się zgłosił, po dokładnym opisie zguby przez klientkę oddajemy. I zazwyczaj na tym się kończy. Ale czasem klientki mnie zaskakują! I tak jedna Pani w podzięce, za znalezienie torebki i schowanie jej przed ewentualną utratą na zawsze, kilka tygodni po całej sytuacji, obdarowała mnie srebrnym łańcuszkiem, który był schowany w małym ozdobnym pudełeczku. Oczywiście, ja żadnego upominku przyjąć nie chciałam, ale kobieta się uparła, dosłownie wcisnęła mi go w dłoń i poszła sobie :) Bardzo mnie to zaskoczyło…pozytywnie oczywiście:)