Jak nie powinno się odbierać dziecka z przedszkola…

Codziennie odbieram Eryka z przedszkola. Codziennie około 16. O tej porze jest jeszcze bardzo dużo dzieci i dzięki pięknej pogodzie wszystkie bawią się na ogrodzie. Przychodząc po Eryka mijam się z wieloma innymi rodzicami, którzy właśnie odbierają swoje pociechy i zauważyłam coś bardzo przykrego…

Zawsze, jak przychodzę po Eryka, on się gdzieś bawi z innymi dziećmi. Najpierw go wypatruję, a później wołam i macham do niego, uśmiechając się od ucha do ucha. No nie wiem, mam taki naturalny odruch uśmiechania się, jak po kilku godzinach nie widzenia się moim dzieckiem znów się widzimy. I z tego co zauważyłam wielu rodziców tak ma, więc raczej się z tym nie wyróżniam. Zanim Eryk do nas dotrze, jak to dziecko, biegnie jeszcze szybko na jakąś zjeżdżalnie, pożegnać się z Paniami i kolegami i tak mija chwila. Ale mi to w ogóle nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, cieszy mnie to! Cieszy mnie to, że jest tak radosny, że się bawi i ma kolegów z którymi się żegna do następnego dnia. 

A kiedy już do mnie dobiega, ja dalej stoję i jeszcze bardziej się uśmiecham, a w jego oczach widzę jak się cieszy, że mnie widzi. Wiecie, te jego śmiejące się oczy, wyszczerzone zęby, błysk w oku, to wszystko widać już z daleka. Kiedy już jest przy mnie mówimy sobie „Cześć” tak po kumpelsku, ja się go pytam jak tam było, czy fajnie się bawił, co dziś robili ciekawego i on mi tak przez pół drogi opowiada wszystko dokładnie ;) I to jest fajne, naprawdę fajne. I podejrzewam, że większość rodziców tak robi, ale nie wszyscy…

KIEDY UŚMIECH BOLI…

Czasami, kiedy czekam na Eryka, przychodzą też tacy rodzice, których uśmiech na twarzy chyba BOLI! No serio! Widać, że są zmęczeni, poddenerwowani, może mieli kiepski dzień, może coś ich boli, tego nie wiem. Ja też czasem mam kiepski dzień i rozumiem to. Ale nie muszą tego okazywać wszystkim. A już na pewno nie swojemu dziecku… No przybiega takie utęsknione za mamą dziecko, z wymalowanym uśmiechem na twarzy i widząc minę swojej rodzicielki, która jakby była zła, że w ogóle musiała tu przychodzić, uśmiech ZNIKA! Momentalnie, głowa opuszczona, wzrok wbity w ziemię i jeszcze matka na koniec dorzuca: „No ileż można na Ciebie czekać?!” Gratuluję… To naprawdę przykre, bo ja widziałam jak to dziecko się cieszyło widząc z daleka mamę i jak szybko mu przeszło.

Ludzie to naprawdę czasem powinni się dobrze zastanowić jak się zachowują w stosunku do swoich dzieci. Czy to takie trudne, mimo gorszego dnia, uśmiechnąć się? Przecież to nic nie kosztuje!  Już nawet nie mówię do innych, ale do własnego dziecka, którego się nie widziało kilka godzin! Jak to dziecko musiało się poczuć, zwłaszcza, że obok inni witali się NORMALNIE ze swoimi dziećmi? UŚMIECH! Pamiętajcie, zawsze idziemy po dziecko z uśmiechem! A nie obrażeni na cały Świat…