On się nie boi, zazdroszczę mu tego…

Moje dzieci, jak każde inne, uwielbiają plac zabaw. Mogą się wyszaleć, pobawić z innymi dziećmi, wybrudzić, kopać w piasku, zjeżdżać na zjeżdżalni i korzystać z wszystkich innych atrakcji, jakie oferuje nasz osiedlowy plac zabaw. Jedną z ulubionych, jest huśtawka. O tak, obydwoje uwielbiają się huśtać i obydwoje korzystają z tych huśtawek dla najmłodszych (z zabezpieczeniami). Lila z racji, że ma dopiero dwa latka, a Eryk, mimo, że mógłby już korzystać ze zwykłej, woli tą, gdyż na niej może się naprawdę wysoko huśtać i nie spaść.

Niestety…

… po mojej operacji, dostałam jasne wskazówki co do mojego „nieprzemęczania” się przez kolejne trzy miesiące. Lekarz wyraźnie zabronił mi noszenia dzieci. Żadnego dźwigania, podnoszenia itp… Z początku w ogóle mi było trudno z nimi wyjść gdziekolwiek, poruszałam się wolniej od mojej dwulatki. Ale z czasem nabrałam sił i wróciliśmy na plac zabaw. Niestety o podniesieniu któregokolwiek z nich i włożeniu do huśtawki, nie było mowy! Najciekawsze jest to, że one to świetnie rozumiały. Wystarczyło im powiedzieć, że mamusie boli brzuszek i odpuszczały.

Ale…

Eryk jest całkiem bystrym i sprytnym chłopcem. Kiedy prócz nas, nie było nikogo innego na placu zabaw – odpuszczał. Ale kiedy byli inni dorośli, bez żadnego skrępowania, potrafił podejść do kobiety, która siedziała obok huśtawek, opowiedzieć jej, że mamę boli brzuszek, bo miała operację i czy mogłaby go pohuśtać na huśtawce! Ja w totalnym szoku, cała czerwona na twarzy, zastanawiam się czy przypadkiem się nie przesłyszałam… Ale nie, po prostu poszedł i się zapytał. Kobieta tylko na mnie zerknęła, zapytała czy może i za moją zgodą, już chwilę później go huśtała.

Duma…!

Powiem Wam szczerze, że jestem bardzo dumna z mojego syna. Mimo, że uwielbia się huśtać, nigdy na mnie tego nie wymuszał, ale kiedy dostrzegł inną opcję, jak osiągnąć swój cel, po prostu ją wypróbował. Nie bał się, nie miał nic do stracenia, najwyżej kobieta mogłaby mu odmówić i nic więcej. Ja sama nie mam tyle śmiałości, zazdroszczę mu tego, tej łatwości z jaką wychodzi do ludzi i nie boi się zapytać. To samo jest w piaskownicy, kiedy podoba mu się czyjaś zabawka, od razu pyta czy właściciel chce się z nim pobawić i na przykład wymienić na jakąś jego zabawkę. Bez żadnego zawstydzania się, niepewności, odpuszczania czy proszenia mnie, żebym się zapytała. Chce coś, to nie bierze, nie odpuszcza, tylko pyta czy może. I nawet jak ktoś mu odmówi, w ogóle się tym nie zraża, tylko wzrusza ramionami i mówi: „No to trudno, może innym razem” i bawi się dalej! Nie wiem po kim to ma, ale na pewno nie po mnie. W każdym razie, jestem z niego bardzo dumna i mam nadzieję, że ta cecha będzie się tylko w nim z wiekiem rozwijać i Eryk nigdy nie będzie się bać sięgać, po to czego zapragnie!