Kiedy serce i rozum się spierają, a Ty musisz podjąć decyzję…

Wróciliśmy. Długo nas tu nie było. Wróciliśmy do domu, wracamy również do Was. Nie było nas…, ponieważ byliśmy w szpitalu na kolejnej operacji Eryka.

Niektórzy z Was, Ci którzy są z nami troszkę dłużej, wiedzą, że Eryk urodził się z rzadką chorobą genetyczną, objawiającą się w jego przypadku, głównie, olbrzymim znamieniem barwnikowym, które zajmowało ponad 50% powierzchni jego pleców. W związku z bardzo dużym ryzykiem rozwoju czerniaka złośliwego na obszarze znamienia, oraz po wielu konsultacjach ze specjalistami, postanowiliśmy usunąć to znamię w całości. Biorąc jednak pod uwagę rozmiar znamienia zabieg ten należało podzielić na kilka operacji.

Właśnie wróciliśmy z drugiej.

Było naprawdę trudno…

Szpital to takie miejsce, które, jeżeli nie musimy odwiedzać, omijamy szerokim łukiem. Pobyt w nim, dla nas samych, jest zawsze trudny i niezbyt przyjemny. Ale kiedy idziemy do szpitala z własnym dzieckiem… jest o wiele trudniej!

Było nam naprawdę ciężko… mimo bardzo dobrych warunków, świetnego personelu i fachowej opieki, było nam bardzo trudno…

Było nam trudno, kiedy musieliśmy podpisać kilka formularzy zgody na operację oraz znieczulenie ogólne, a prawie na każdej stronie, drukiem wyłuszczonym była informacja o ewentualnym zgonie. To była ta chwila, w której moje serce walczyło z rozumem, i mimo, że wiedziałam że to dla jego dobra i zdrowia, to moje serce dosłownie wyło, że oddaje go pod nóż!

Było cholernie trudno, kiedy oddawaliśmy go przemiłej Doktor anestezjolog, która wzięła go na ręce i zniknęła za zamkniętymi drzwiami, machając nam z Erykiem na pożegnanie…

Było trudno siedzieć w pokoju i czekać bezradnie, aż operacja się zakończy i nas wezwą do naszego małego chłopca.

Było ciężko, kiedy czekaliśmy już na bloku aż go wybudzą po szczęśliwie zakończonej operacji…, a on nie chciał się wybudzić…

I było naprawdę ciężko, patrzeć na niego, jak leży taki obolały i nie może się ruszać, a z jego ust wydobywały się tylko jakieś majaki na skutek działającego jeszcze znieczulenia.

Ale to dzielny i bardzo silny chłopiec!

Pamiętam, że po wycięciu wyrostka, dopiero drugiego dnia po operacji udało mi się wstać z łóżka i to w niemałym bólu. Eryk już parę godzin po operacji, jak już doszedł trochę do siebie, stał na nogach, podtrzymując się łóżka! Następnego dnia rano, trzymając mnie za rękę, poszedł długim korytarzem, do pokoju, w którym spał tata, żeby go obudzić i się z nim przywitać. A dwa dni później, bawił się i zwiedzał cały szpital. Na łóżku leżał tylko w nocy! Wolał spacerować i bawić się, nie chciał leżeć, bo kojarzyło mu się to z bólem, więc nie dało się go namówić na jakikolwiek odpoczynek. I gdyby nie to, że na plecach ma całą masę szwów i opatrunków, nikt by nawet nie pomyślał, że dopiero co przeszedł operację.

dziecko, rodzina, zapobiec rozwojowi czerniaka złośliwego

A teraz jesteśmy w domu. Odpoczywamy, bawimy się, co drugi dzień zmieniam mu opatrunki, bo tylko mnie pozwala na to, i się regenerujemy. I tak nam mija czas, całkiem zwyczajnie…, aż do następnej operacji.