Uwięziona – chwile grozy na balkonie.

W dzisiejszym poście, chciałam wam opowiedzieć historię, która przydarzyła mi się około rok temu. Byłam wtedy na początku 9 miesiąca ciąży z Lilką. Brzuch już był całkiem spory, koordynacja ruchowa… hmm niespecjalna :) Ale leżeć do góry brzuchem i zbierać siły przed nadejściem córki nie mogłam, przecież w domu był jeszcze mój mały urwis, wtedy dwuletni Eryk ( wiecie- bunt dwulatka, „pomaganie mi we wszystkim”, zabawy itp…) więc na relax nie było czasu, ani sposobności.

Jako mama oraz „gospodyni domowa”musiałam zadbać o syna i oczywiście wszystkie obowiązki domowe, takie jak: pranie, sprzątanie, gotowanie – roboty masę, ciężar brzucha nie ułatwiał, ale trzeba było wszystko jakoś ogarnąć. To był chyba jakoś początek maja, więc było całkiem ciepło i słonecznie. Jako mieszkanka bloku ( na 4 piętrze ), pranie wieszałam na balkonie. I tak pewnego pięknego, słonecznego dnia, kiedy pralka zakończyła swoją pracę, poszłam wywiesić pranie. Kiedy kończyłam, nagle usłyszałam dziwne kliknięcie… Ja się odwracam, a mój syn trzyma klamkę od drzwi, od wewnątrz mieszkania oczywiście, a drzwi zamknięte…. Wszystkie okna tylko uchylone ( więc mała szpara była, ręka mi się nie mieściła..) i wytłumacz tu dwulatkowi, żeby klamkę podniósł lekko do góry… no „głupia” matka nie przewidziała takiej sytuacji i nie zablokowała tych drzwi. I tak staliśmy przy tych drzwiach, Eryk mnie wołał, a ja cały czas próbowałam mu wytłumaczyć żeby jednak podniósł tą klamkę – oczywiście ze skutkiem zerowym.

Minuty mijały, coraz bardziej się denerwowałam ( a ja bardzo spokojnym człowiekiem jestem ), już miałam wizję porodu na balkonie! No serio, dziewiąty miesiąc, sytuacja stresowa, Eryk był wcześniakiem, sama się nakręcałam… a do tego wszystkiego moje dziecko samo zamknięte w mieszkaniu, a ja bez telefonu, bez możliwości wydostania się z tego balkonu. Sytuacja wydawałaby się śmieszna w sumie – no dziecko zamknęło matkę na balkonie, nic tylko do tv :) Ale mi do śmiechu nie było i naprawdę serce biło mi coraz mocniej, środek dnia, Konrad wracał dopiero za parę godzin!

W pewnym momencie Eryk już nie był rozbawiony sytuacją( na początku śmiał się, jak to dziecko ) i kiedy mama nie przychodziła na jego wołanie, zaczął uderzać głową w szafkę pod telewizorem… Mi to już serce stawało, puls przyśpieszył masakrycznie… Przecież mógł sobie coś zrobić, jakąś krzywdę, a ja zamknięta na tym balkonie i nic nie mogę zrobić. Tylko go wołałam, żeby uwagę zwrócił na mnie, choćby na tym że mówię do niego, ale nic nie pomagało, Eryk zanosił się płaczem i uderzał głową w szafkę dalej. Tu nie było już innego wyjścia jak za wszelką cenne dostać się do mieszkania! Nawet przez myśl przechodziło mi rozbicie szyby – bo co zrobić. Jak już wcześniej wspominałam, ręka mi się nie mieściła w otworze przy uchylonym oknie. Zaczęłam się rozglądać, czy przypadkiem na balkonie nie ma czegos co mogłabym wykorzystać ( mój partner to ma taki zwyczaj chomikowania różnego rodzaju sprzętów na balkonie ) i akurat coś tam znalazłam. Były to wałki do malowania! YESSSS!!! Zaczęłam kombinować z nimi, jakby tu podważyć klamkę od drugiego okna, stres mi nie pomagał, wręcz, z pozoru łatwe rzeczy do zrobienia były strasznie trudne :( Ciągle mi się coś nie udawało, aż tu nagle zaskoczyło…. nie mogłam uwierzyć, okno się otworzyło! Ufff, trochę mi ulżyło, ale wciąż cała się trzęsłam, no i oczywiście musiałam otworzyć akurat to najmniejsze okno…;/ Nie wiem jak, ale jakoś udało mi się wgramolić na to okno i się zmieściłam z tym wielkim brzuchem :) Sytuacja była opanowana. Dobrze, że Lilce się za bardzo nie spieszyło i postanowiła posiedzieć w brzuchu mamy jeszcze trochę :) Takie to miałam ciekawe doświadczenie, sytuacja z pozoru bez wyjścia, ale spokój i opanowanie pozwoliło mi w miarę rozsądnie myśleć i poradziłam sobie całkiem sama, po tym zdarzeniu, zawsze miałam zablokowane drzwi i jedno okno otwarte, tak na wszelki wypadek :) Choć nigdy nie wiadomo, kiedy się zapomnę i znów mnie zamkną :)

Dzieci to różne pomysły mają lepiej się mieć na baczność ;)

  • Ja bym pewnie urodziła ze strachu :p teraz z perspektywy czasu jest zabawne ale to co wtedy czułaś – masakra.

    • Teraz jest to zabawne, ale nikomu nie życzę podobnych doświadczeń :)

  • O ludzie, no to przeżycia miałaś nie do pozazdroszczenia. Dobrze, że tak się to skończyło.

    • Jakby na balkonie był idealny porządek to by mnie pewnie straż pożarna musiała ściągać ;)