Wścieklizna poporodowa.

Pamiętacie moment kiedy się dowiedziałyście, że po raz pierwszy zostaniecie mamami? Ja pamiętam go bardzo dokładnie! Pamiętam kiedy to było, co robił w tym momencie Konrad jak mu powiedziałam, jak mi się ręce trzęsły i łzy napływały do oczu. Pamiętam, że nigdy wcześniej tak szybko się nie wykąpałam, bo jakimś dziwnym cudem udało mi się od razu umówić do mojego lekarza i na dotarcie do niego miałam tylko pół godziny :) Wszystko dookoła zwariowało, ciuchy latały, szybki wybór butów i do auta. Chyba wtedy moje wszystkie hormony szczęścia pracowały na najwyższych obrotach! Szczęście pomieszane ze strachem, czy test jest wiarygodny, czy to nie fikcja… przecież tak długo nic z tego nie wychodziło… o dziecko starałam się prawie cztery lata, więc dopóki lekarz mi nie powiedział, że naprawdę jestem w ciąży (i to w 10 tygodniu już), dopóty(mimo całej radości) nie chciało mi się w to wierzyć :)

DSCN3743

Na moje malutkie „Szczęście” oczywiście musiałam jeszcze poczekać parę miesięcy, nie za długo jak się okazało, bo Eryk urodził się w 37 tygodniu ciąży. Ale w końcu był ze mną. Strasznie nie mogłam się go doczekać, aż go dotknę, przytulę i zobaczę!

 

I się zaczęło…. Niektóre kobiety cierpią na depresje poporodową, inne są po prostu szczęśliwe i dzielą się swoim szczęściem z innymi. Pozwalają brać innym dziecko na ręce, dotykać go, robić mu zdjęcia i takie tam, a mnie dopadła WŚCIEKLIZNA POPORODOWA… Oczywiście byłam bardzo szczęśliwą mamą, ale żeby pozwolić komuś zbliżyć się do mojego dziecka??? Oooo nieee… wystarczyło mi, że lekarze ciągle go brali i badali. Moje hormony na nowo zwariowały, tym razem te odpowiedzialne za agresję. Cóż, każda osoba zbliżająca się do mojego malutkiego syna, musiała się liczyć z tym, że obserwuję jej każdy ruch. Nie pozwalałam go brać innym na ręce, nie było mowy nawet, a żeby ktoś pojechał z nim w wózku na spacer beze mnie. Właściwie to nawet nie pozwalałam go innym kołysać. Moje oczy były czujne, niczym u jakiegoś zwierza obserwującego swą ofiarę, nikt się nie zbliżył do Eryka bez mojej wiedzy…

 

Pewnie wszyscy myśleli, że zwariowałam, albo że jestem egoistką, bo nie pozwalam nikomu na większy kontakt z Erykiem, a jak już pozwoliłam go trzymać komuś na rękach to cały czas na niego patrzyłam martwym wzrokiem… Ale on był taki malutki, a na Świat przyszedł nie bez problemów przecież, każdy powinien wtedy zrozumieć, żeby dać nam więcej czasu tylko dla siebie, aż emocje opadną, aż hormony się uspokoją, jednak musiałam z tym wszystkim poradzić sobie sama… Z czasem Eryk był coraz silniejszy, a moja wścieklizna słabła, z czasem nabierałam zaufania do innych, że mu krzywdy nie zrobią ( na to też potrzebowałam czasu ), z czasem po prostu musiałam wrócić do pracy i zostawić go pod czyjąś opieką, a moją wściekliznę wyrzucić do pierwszego lepszego kosza na śmieci.

DSCN4037

Ale na wszystko potrzebowałam czasu i wyrozumiałości innych. Choć i bez tego drugiego jakoś sobie poradziłam, ale myślę, że o wiele szybciej bym „odpuściła”, gdyby na mnie tak nie napierano, gdyby dano mi trochę więcej czasu, gdyby mi nie kazano podzielić się moim nowym małym Światem…

 

Tak więc jeżeli ktoś z was spotkała się z podobnymi objawami u kogoś z rodziny lub przyjaciół, to na chwilę postawcie się na jego miejscu, zrozumcie go i odpuśćcie na chwilę.  W przeciwnym razie relacje się psują, wzrasta napięcie, a dziecko potrzebuje spokoju i poczucia bezpieczeństwa, a nie ciągłego stresu…