Życie jak w bajce – Magiczna moc pocałunku.

źródło



Kiedy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam bajki gdzie były wróżki, księżniczki, magiczne moce, gdzie dobro zwyciężało nad złem i nawet gdy nikt nie widział już nadziei, zjawiał się książę i za pomocą pocałunku potrafił przywrócić do życia królewnę.
 Zawsze marzyłam o tym, aby mieć jakąś moc, potrafić czarować, być kimś innym niż wszyscy, kimś bardzo wyjątkowym. Założę się, że w tamtych czasach, większość dziewczynek miało podobne marzenia. 
Z biegiem lat marzenie zanika, dorastamy, widzimy szarą rzeczywistość, nie wierzymy w magiczne moce, ani czary. Człowiek nie ma chwili wytchnienia, tu praca, dom, obowiązki, zobowiązania… coraz więcej musimy dźwigać, nie dosłownie, a w przenośni. Zapominamy o swoich marzeniach z dzieciństwa, i tak są niedorzeczne i zanurzamy się w
morzu zatraconych osobowości… 
W pewnym momencie pojawia się marzenie, chęć posiadania dziecka. Czy to zbyt wiele? Nie sądzę. Często bywa tak, że im bardziej się chce tym trudniej to osiągnąć, ale nie jest to niemożliwe. Zanim zaszłam w pierwszą ciąże, wylałam morze łez, zazwyczaj w samotności, nigdy nikogo nie obarczałam swoimi smutkami. Płakałam, bo ciągle coś nie wychodziło… myślałam, mi chyba nie wolno marzyć bo i tak nic z tego nie było. Nie poddawałam się jednak, robiłam jedynie przerwy w leczeniu, było kosztowne i ciągłe braki efektów mnie wykańczały…
Kiedy wyremontowaliśmy z Konradem mieszkanie, które dostał od rodziców i wprowadziliśmy się, postanowiłam znów poddać się kuracji. Ale najpierw musiałam dostać okres, a ze względu na policystyczność jajników i brak owulacji, każdy okres musiałam wywoływać tabletkami, miałam akurat proverę. Pamiętałam, jak jeden lekarz zawsze mi przypominał, że czy podejrzewam ciąże czy nie, przed zażyciem tej tabletki muszę zrobić test ciążowy, tak na wszelki wypadek. A więc zrobiłam… i dwie kreski od razu! W ogóle nie mogłam w to uwierzyć, byłam w szoku, a już godzinę później lekarz potwierdził, że jestem w 10 tygodniu i wszystko jest ok! Wspaniały dzień, jeden z piękniejszych w moim życiu. Kilka miesięcy później, urodziłam syna i to był kolejny najpiękniejszy dzień w moim życiu. Wtedy pomyślałam, że jednak cuda się zdarzają, że jestem osobą bardzo wyjątkową, choćby dla tej malutkiej istotki, którą właśnie wydałam na Świat. Dla mnie proces od poczęcia do narodzin człowieka to magia! Z fasolki w rozumną istotę, coś niesamowitego. A teraz, kiedy mój syn ma już prawie trzy lata, wiem, że jedno z moich marzeń z dzieciństwa spełniło się! Posiadam magiczną moc! Magiczną moc pocałunku, ponieważ, kiedy tylko Eryk się zrani czy uderzy i coś go boli, przychodzi do mnie i mówi:” Mama boli, daj buzi” i ja daję mu buzi, a ból znika! Mówię wam czary, ze smutnej minki potrafię zwykłym buziakiem  wyczarować na twarzy mojego dziecka najpiękniejszy uśmiech Świata :) Ciekawa jestem czy u córeczki, moja moc będzie działać jak już trochę podrośnie, mam nadzieję że tak! 
Magia istnieje, wystarczy się tylko trochę rozejrzeć i ją dostrzec :)








  • Pewnie że magia istniesie i marzenia się spełniają ! :-)
    Moje największe też się spełniło a te mniejsze cały czas się spełniają. Trzeba wierzyć i uparcie dążyć do celu :-D

    • Najważniejsze aby się nie poddawać! :)

  • No pewnie, że taka moc będzie działać. Bo taką moc posiadają prawie wszystkie mamy :)

  • Nawet nie wyobrażam sobie przez co musiałaś przechodzić podczas leczenia. Ja też długo starałam się o dziecko ale leczenie jeszcze 'wisiało' gdzieś w powietrzu. Pamiętam, że odpuściliśmy. Postanowiliśmy, że zwolnię się z pracy, odpocznę i wyluzuję… Jakie było moje zdziwienie gdy po trzech miesiącach okazało się, że jestem w 6 tygodniu ciąży :) Marzenia się spełniają, nie zawsze w odpowiedniej chwili ale jednak się spełniają :)

    • Oj na przechodziłam się sporo, ale warto było! :)

  • Ja wierzę w magię i spełnienie marzeń.

    • Ja miałam słabsze dni i chwilami wątpiłam we własne marzenia, ale teraz wiem, że wszystko można osiągnąć :)