Jak przekonać dziecko do sprzątania po sobie zabawek?

Odkąd w naszym życiu pojawił się Eryk, nasz Świat wywrócił się do góry nogami, dosłownie i w przenośni! 24 godziny w ciągu doby to stanowczo było za mało, aby wszystko ogarnąć. Nieprzespane noce, zabawki walające się po podłodze, tony ciuchów przygotowanych do prasowania, gotowanie, sprzątanie, spacer, jedzenie i tak w kółko… można by sobie pomyśleć, że to wszystko nie do ogarnięcia jest…Na szczęście nie jest tak źle, jakby się wydawało, kwestia organizacji i przyzwyczajenia.Wszystko sobie można rozplanować na poszczególne dni, przecież nie trzeba robić wszystkiego codziennie, bo by człowiek z domu nie wyszedł, a dalej by w syfie siedział. Ale kiedy oto mój pierworodny, był na tyle duży, że sam chodził i rozrzucał zabawki po całym mieszkaniu (dosłownie w pięć minut pokój wyglądał jakby jakieś tornado tam przeszło…), to postanowiłam rozpocząć naukę samodzielnego sprzątania.

image

ETAP I. Rozpoczynamy naukę samodzielnego sprzątania zabawek.

Naukę rozpoczęłam od pokazania mu, że kiedy kończymy zabawę to sprzątamy po sobie. Nie powiem patrzył na mnie lekko zdziwionym wzrokiem, ale czasem kopiował moje zachowanie i jak ja wrzucałam zabawkę do pudła, to on też. Ale były też i takie chwile, kiedy ja próbowałam go zachęcić do sprzątania, to kończyło się na krzyku i płaczu ewentualnie, że mu zabawki zabieram… cóż był mały i raczej wiele nie rozumiał, to też nie wymagałam od niego aby sprzątał po sobie. Wiem, wiem, że w różnych mądrych poradnikach jest napisane, że dziecko trzeba uczyć sprzątać już od momentu kiedy samo chodzi i to konsekwentnie, ale czasem to się w praktyce nie sprawdza, czasem nie ma człowiek już siły po całym dniu na przekonywanie dziecka, że zabawki trzeba schować. Zazwyczaj kończyło się to tak, że ja je sprzątałam, kiedy Eryk spał. Nie było krzyku, nie było płaczu a porządek był! A przynajmniej taki, że idąc po ciemku nie musiałam się bać, że na coś wejdę i wbiję do nogi… Tak o to zawaliłam etap I.

ETAP II. Prośby i wspólne sprzątanie.

Trochę czasu minęło, a mój syn miał prawie dwa latka i do sprzątania dalej się nie specjalnie zabierał. I znów starałam się mu tłumaczyć, zachęcać do wspólnego sprzątania, w użycie weszła nawet pacynka, która to też tłumaczyła, że nie można tak rozrzucać zabawek, że należy je szanować, nie rzucać nimi, bo będą płakać i…. nicccc, wielkie nic, moje dziecko było niewzruszone!

ETAP III. Groźby

Skoro prośby i zachęty nie pomogły, w różnym przedziale wiekowym, czyli matka poległa w dwóch pierwszych etapach, należało wprowadzić w życie etap trzeci! Tu nie było próśb, no może czasem były, ale głównie opierało się to na groźbach… że jak nie posprząta, to mu te zabawki zabiorę, że się na niego obrażą i nie będą się chciały z nim bawić, że jak nie chce ich poodkładać na miejsce to przyjdą inne dzieci i się nimi zaopiekują… Generalnie to mogłam sobie tak mówić, a mój syn i tak wiedział, że tylko tak gadam! Porażka…

ETAP IV. Zabranie zabawek.

20150510_135735W pewnym momencie nie wytrzymałam, miałam o wiele więcej na głowie, bo przecież urodziła się Lilka i nie chciało mi się ciągle sprzątać jeszcze jego zabawek. Miał wtedy prawie 2,5 roku kiedy kolejny raz próbowałam go namówić na wspólne sprzątanie tego rozgardiaszu i co usłyszałam? Że on nie może tego sprzątać, bo musi odpocząć! Oczywiście powiedział to jakoś po swojemu, ale znam swoje dziecko na tyle, że rozumiem co próbuje powiedzieć. Mi ręce opadły, nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać, wiecie jak to fajnie wygląda jak taki mały berbeć mówi Ci coś takiego i to całkiem poważnym głosem? :) No to pytam mego syna, to kto w takim razie ma to posprzątać? Odpowiedź była krótka i rzeczowa: Mama. Wtedy nie było już przebacz, pierwsze trzy etapy nie dały żądanych efektów, trzeba było wprowadzić w życie kolejny etap, najgorszy! Powiedziałam mu: Dobrze, ale jeżeli ja posprzątam te zabawki (czyli powrzucam do pudeł po pampersach, bo wtedy mieliśmy tylko jedną skrzynię pirata), to zakleję pudła i wyniosę na balkon i nie będziesz się bawił tymi zabawkami, dopóki nie zaczniesz sprzątać po sobie…. I jak powiedziałam, tak zrobiłam, a że moje dziecko miało masę klocków, autek i różnych cudów to uzbierało mi się z cztery pudełka, Erykowi zostało oczywiście parę innych zabawek w skrzyni, ale te w zaklejonych pudłach nie dawały mu spokoju, a one dumnie stały  (w pokoju) i czekały miesiąc. Tyle mniej więcej czasu zajęło Erykowi przekonanie się, że mama nie odpuści i że jak nie będzie sprzątał, kiedy mama go o to prosi to zabawek nie będzie. Więc zaczął sprzątać, czasem sam potrafił pochować wszystkie zabawki, czasem z moją pomocą, ale ważne, że coś robił. Kupiliśmy też kolejne skrzynie pirata i aktualnie mamy je trzy, tak że łatwiej się sprząta, zabawki w miarę się mieszczą i wszyscy są zadowoleni. Oczywiście czasem muszę mu przypomnieć, że jeżeli nie będzie szanował zabawek to się z nimi pożegna i Eryk wie, że tu nie ma żartów. Taka ja to czasem okropna matka jestem, stanowcza i nieugięta kiedy trzeba :) Oczywiście to nie koniec mych bojów o porządek choćby w zabawkach, ponieważ na chwilę obecną, mam nowego aktywnego bałaganiarza w domu:]

20150510_135719

20150510_135710

20150424_122335

20150424_122416

20150501_172252

A może Wy macie jakieś sprawdzone metody??? Bo przy dwójce będzie trudniej, o ile Eryk po sobie chce sprzątać to po Lili nie, bo dlaczego miałby to robić? Oczywiście ja im zawsze w sprzątaniu pomagam;)